niedziela, 30 czerwca 2013

Obserwuję Cię

Dwa słowa jeszcze w kontekście wychowania. Na dzisiejszym spotkaniu kręgu Domowego Kościoła padło, jak ważne jest żyć świadomie, w zgodzie z wartościami, z zasadami, które wprowadzają naokoło nas ład i porządek (w relacjach, ale także i ten dosłowny w domu, w szafkach, pokojach). W pędzie życia tę zależność w pewnym stopniu się zatraca, rzucamy buty w kąt, zostawiamy nieumyte naczynia, sterta ubrań do prasowania zalega na sofie. Nie dostrzegamy, nie myślimy o przyczynie i skutku, wykonujemy (albo nie wykonujemy) pewne czynności automatycznie, bez refleksji. A przecież wszystko to co robię jest na świeczniku. Codziennie, non stop. Jestem pod ciągłym "ostrzałem". Ja - rodzic, ja - żona/mąż, ja - człowiek. Kwestia rodzic-dziecko boli najbardziej, bo rośnie obok nas człowiek, który nie będzie takim, jakim chcemy aby był. Będzie taki jak my. Mądrze to ktoś ujął. Bolesna prawda, bo widzę ile mi brakuje, jak wiele jest do poprawy, do zmian.



Jutro kolejny dzień, kolejna szansa.
Ty obserwujesz mnie a ja obserwuję siebie. I wprowadzam zmiany na plus.
Dziękuję.







Owsiki

Spotkanie ze znajomymi, ciekawe rozmowy, wymiana doświadczeń. Dziś o wychowaniu. Ja stróżuję. Na schodach. Obserwuję, zabezpieczam, jestem tuż obok w razie "w". Zresztą jestem do tego wzywana:

Syn: "Mamma!"
Matka: "Jestem."
Syn: "Mammma!!"
Matka: "Jestem Kochanie, stoję, patrzę. Doskonale sobie radzisz."
Syn: "Yyyeee"(to taki dźwięczny szeroki uśmiech)

:-D

Klatka schodowa składa się z 3 biegów (sprawdziłam fachową nazwę dla pochylni ze stopniami), każdy z ok. 10 schodów. Drewnianych, więc ciepło w stopy. Runda w górę, w dół. I tak pięć razy w te i wewte. Nie ma balustrady, więc nieodzowne jest człapu człap za Malcem-raczkiem wdrapującym się po stopniach. A potem srut! i na dół. "Teraz lewa, a teraz prawa noga, o tak Synku". Rozmowa dociera do mnie echem, więc się ich doświadczeń nie nasłucham, za to cały czas wymieniam doświadczenia z małym Towarzyszem doli i niedoli :)
Matka: "Gdy schodzisz, idź bliżej ściany". I idziesz. Niesamowity Mały Mądrala. Mój Bystrzak, uczący Matkę cierpliwości i wyrzeczeń. Pokazujący, że praktykowanie jest najlepszym rozwiązaniem. A o wychowaniu to sobie mamusiu poczytasz w necie, w końcu nie na darmo naotwierałaś sobie dziesiątki zakładek w przeglądarce.

:-/

(Bo moje ostatnie ulubione zajęcie to sprawdzać wytrzymałość i przepustowość Firefoxa. Daje radę nawet z ..... [tu mąż dostanie epilepsji] z.... nie, nie napiszę. Wstyd, a pewnie i tak rekordu Guinessa nie pobiję. Dla ciekawskich ile w tej chwili mam otwartych stron - matematyczna zagadka:


W którym miejscu machnąłeś ręką / puknąłeś się w czoło? Bo ja nie mam zielonego pojęcia jaki może tu być wynik.  :-D

Wracając do schodów.... Chwilowa zamiana z Mężem, teraz on człapie za Synem. Ja idę usiąść i odświeżyć złącza w mózgownicy wsłuchując się w każde słowo doświadczonych :) Za parę minut w eterze rozlega się głośne "Mamma". I tyle się naodświeżałam. Więc znowu: "lewa noga, prawa noga. Pamiętaj, idź blisko ściany." A w duchu, a za chwilę i na ustach: "Matko i córko, Ty masz chyba OWSIKI!!".

Nie?!?!! Nie owsiki??!?!
"Zaangażowanie dzieci w aktywność motoryczną, spontaniczne zwiększanie wysiłku i stopnia trudności zadań ruchowych, determinacja w dążeniu do „ruchowego celu” wskazują na wrodzony charakter potrzeby ruchu, a nie wyraz niesforności dziecka."

Marzyłam o tym, żeby dużo raczkował bo w końcu tak się "rozwija i synchronizuje współpracę pomiędzy półkulami mózgowymi, co jest podstawą szybkiego kojarzenia, zapamiętywania i przypominania w przyszłości." Więc mam com chciała. Ejj noo, przecież się cieszę. Wewnętrznie :)

Za chwilę na piętrze Syn daje mi zaproszenie do wykazania się. Chwyta się za nos. Z oczu, gestów wyczytuję jasno i wyraźnie: "Mamo zaśpiewaj Kulfona".
"OOOOWWSSSIIIIIIIKIII WRAAAACAAAJJJCIEEE!!!!!!"



zamieszczone cytaty z http://dzielnicarodzica.pl/13003/27/artykuly/chodziak/wychowanie/Gdyby_kozka_nie_skakala









czwartek, 27 czerwca 2013

Malujemy, można jeść

Obiad "się robi". Dziś mój najulubieńszy, Syna zresztą chyba też - pieczony dzwonek łososia w ziółkach, pieczone młode ziemniaczki i fasolka podsmażana z bułką tartą - nie jest to najszczęśliwsze (czytaj najlżejsze dla żołądka) połączenie, ale trudno. Dzień w dzień kaszy jaglanej jeść się zwyczajnie nie da :) Więc skoro obiad się robi, matula chwyciła za 3 słoiczki po deserach Gerbera, podpisała je, w misce umiesiła mąkę kukurydzianą z wrzątkiem*, dodała koloru w postaci barwnika spożywczego i chlust do słoiczków. Czekają, matula też. Z trzepotem serca. I wielką nadzieję na zainteresowanie ze strony Małolata. Malarstwo piękna rzecz. A już tak pięknymi rączynami, to w ogóle. Trzepot serc + zawrót głowy. Oho, jeszcze chwila i zawał. Buhaha!

* Przeszukując sieć w końcu znalazłam coś, co będzie odpowiedzią na rozwój twórczej strony Syna (czyli chlastu-chlastu, rozwalanka naokoło siebie ["Mamo, Mamo, patrz jak ładnie ściana wygląda!" - można wyczytać z oczu], a potem mamunia sprząta; więc skoro mam sprzątać to chociaż wolę mieć satysfakcję z tego, że sama to stworzyłam, napracowałam się, poświęciłam czas gdy Syn śpi zamiast np. zrobić sobie paznokcie. No a że sprzątania będzie... i że sama w sumie jestem sobie winna - cóż, chciała żem, to mam). A z drugiej strony to coś pozwoli mi spokojnie patrzeć jak Dzieć artystycznie się rozwija i ......... się nie truje chemią jaką. A przy okazji będzie miał "przekąskę". Bo w TAKIM WIEKU przekąskę można mieć na każdym kroku - w piaskownicy ("oo, ta plastikowa łopatka jest dużo mocniejsza, trzeba mocniej gryźć"), na chodniku, koło miski psa, w samochodzie (np. okruchy ciastek na siedzeniach i podłodze - normalka), w łazience (kto zostawił mydło na podłodze?!?!?! samo spadło?!?!?!). Więc skoro w tak oczywistych miejscach jest żarcie, to na pędzelku pewnie też :-]
Więc jak to zje, to się chociaż nie pochoruje. No chyba, że zje za dużo bo jeść lubi, ale nie przewiduję bo smakowo ten wynalazek plasuje się na liście "dań" z serii "tfu, ble, tfu! wooooddyyyy!". Dla cudnego żółtego koloru - kurkuma z pieprzem (bo akurat taką mieszanką dysponuję; nota bede znakomity dodatek do wszelkiej maści dań i to dodatek o działaniu antynowotworowym), brąz z gorzkiego kakao - dałam dwie łyżeczki dla intensywnego koloru i antywaloru smakowego :) Trzeci kolor miał być zielonopodobny albo czerwony ale nie znalazłam nic takiego w kuchni co by taki odcień nadało, a Mąż do tej pory - proszony dwukrotnie - nie zamówił barwników spożywczych, więc dałam tylko 1 łyżeczkę kakao. Dzisiejsza praca będzie więc w kolorach ziemi. Bądźmy eko także w atelier.)

Czekamy dalej. Dzieć śpi już 3 godziny.

....

A jak wstał, to z ojcem na plac zabaw poszedł i tyle było malowania.
Czyli twórcza praca plastyczna przełożona na kolejny dzień. Się napaliłam a tu jak zwykle. :-)






wtorek, 25 czerwca 2013

Trzymaj się od swojego dziecka z daleka!

Wpis inspirowany artykułem: http://dziecisawazne.pl/jak-uczyc-dziecko-podejmowania-decyzji-trzymac-sie-z-daleka/

Dokładnie tak - z daleka. Ze swoimi radami, uwagami, komentarzami, i - nie daj Boże - krytyką. Wtedy gdy dziecko doświadcza czegoś nowego, eksploruje i poznaje, ale też gdy ma do podjęcia decyzję, gdy zastanawia się nad wyborem X lub Y i gdy stwierdza, że to będzie jednak Z. "Bądź przy nim z mądrą pomocą, ale nie wyręczaj w każdej sytuacji." Bądź gotowy do działania."Odsuń się i daj dziecku samemu doświadczać różnych codziennych wydarzeń. Niech od teraz rozwiązuje problemy, które są w zasięgu jego ręki." Daj dziecku przestrzeń na samodzielność, na zastanowienie się co, jak. Ono da sobie radę - zaufaj. Kreatywność dzieci jest niesamowita i może zaskoczyć (fakt, w obie strony). Szczególnie zachwyca mnie podczas zabawy (którą często my-rodzice traktujemy z przymrużeniem oka, a przecież to dla dziecka nauka, niesamowity czas poznawania świata!!). Zostaw dla siebie instrukcje jak co robić, uwagi, że to może niekoniecznie tak, może spróbuj w ten sposób. Obserwuj, bo gdy siedzisz obok zauważysz, że najprostsza rzecz może stać się dla dziecka źródłem niesamowitej radości i zabawy: monety, pałeczki do sushi, kolorowe karteczki - podałam je dziecku bo miałam myśl A, a maluch wykombinował z taką naturalnością czynność A4, AT, B, XCA, Z ;)

Kiedy przyjdzie do ciebie z problemem po gotowe rozwiązanie, bądź czujny - ciesz się, że jesteś (jeszcze) autorytetem, że pyta cię o zdanie, że liczyć się z tobą. To czas próby - dla ciebie. Zamiast gotowej odpowiedzi zapytaj: "a Ty jak byś postąpił?", "jak myślisz, co można by teraz zrobić?", "a jak Ci się wydaje?". Naucz je myśleć i dostrzegać potencjał jaki jest w nim samym. Pewnie na początku się zdziwi, może zirytuje, powie, że nie wie, że przecież jest jeszcze dzieckiem albo że nie ma czasu na zastanawianie się. Ucz je samodzielności. Przecież chcesz by takim było gdy dorośnie. Szczęśliwym i samodzielnym człowiekiem.

Pamiętam sytuację z dzieckiem (ok. 3-4 latek), które było na etapie wszechobecnych wwiercających się w mózg pytań "a po co?", "a czemu?". Kolejna odpowiedź dorosłego rodziła natychmiastowe jakby automatyczne "a po co!?!?!". Z punktu widzenia dorosłego - niekoniecznie sensowne, raczej po to żeby nie było ciszy (delikatnie rzecz ujmując). Nagle z ust dorosłego pada w stronę dziecia: "a jak myślisz?". Cisza. (WOW! zadziało!!!) Ekhm, czyżby nowość dla szkraba? Czyli jest w życiu dziecka taki moment aby zacząć uczyć je samodzielnego myślenia. Bo owszem odpowiadać na pytania trzeba ale też trzeba pokazywać, że odpowiedzi znaleźć można gdzie indziej. I dać sobie tym samym wolności, przestrzeni.

Zgadzam się z autorem, że podstawą w relacji rodzic - dziecko powinno być obustronne zaufanie. Jeśli daję dziecku możliwość znalezienia odpowiedzi - daję mu wolność i wpisuję w twardy dysk świadomość, że potrafi, że da radę jeśli tylko spróbuje. Przekazuję mu informację, że na początku warto zapytać siebie czy znam odpowiedź, a dopiero potem poprosić kogoś o pomoc. A może z czasem będzie to zupełnie samodzielne radzenie sobie. Super podsumowaniem mojej myśli jest takie zdanie: "Daj dziecku poczuć, co się dzieje w zależności od tego, jakie rozwiązania wybierze. Daj mu poczuć, że jest samodzielne. Wtedy nigdy nie przestanie takie być."


A miało być krótko: pierwsze myśli i spostrzeżenia :)





sobota, 22 czerwca 2013

Jak odmawiać

Tato, pobawisz się ze mną?
- Nie, gotuję teraz obiad.

- Tato, pobawisz się ze mną?
- Tak, jak skończę gotować obiad.

I tym sposobem dziękujemy frustracji u osoby, która otrzymuje odpowiedź nr 2.

ZZŻ - zapamiętać, zastosować, żyć tym!!!





środa, 19 czerwca 2013

Złośnica

"Złość piękności szkodzi" - to prawda. Szczególnie gdy przeżywamy ją niezgodnie z instrukcją obsługi siebie, swego ciała. Tłumiona złość skraca nam życie. Nie zastanawiamy się nad tym, pewnie nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Instrukcja obsługi siebie zwykle gdzieś się zapodziała albo nigdy nikt jej nam nie dał. Więc działamy po omacku, popełniając co rusz to ciekawsze błędy, załamując się spostrzeżeniami, że im dalej w las (życiowy), tym łatwiej wcale nie jest. A miało być tak pięknie.
Piszę "my" bo tak mi bezpieczniej. Ciężko mówić o sobie, odkrywać kolejne braki albo niepochlebne nadmiary. Potrzeba odwagi. Odwago przyjdź!
Czas na rozprawienie się z tym, co żre mnie od środka.

Jak przeżywam złość? Jakie mam myśli i odczucia, co czuję  w ciele? Jakie inne emocje temu towarzyszą?
Pierwsza myśl: bezsensu, nie wiem, idę dalej. Druga: zaczekaj! Zastanów się, jesteś tu dla siebie. Pierwsze skojarzenie: złość = zło, balast, przeszkoda w nawiązywaniu kontaktów, poznawaniu i akceptowaniu siebie a w konsekwencji innych. Bo gdy czuję złość, mam ochotę komuś przywalić, obgadać, dogadać. Ale słowa klinują się w gardle. W głowie tumult myśli, wyjaśnień, pytań i próśb, a usta milczą. Czuję, że dygoczę, trzęsą mi się ręce. Pulsuje głowa, serce kołacze. Mam spuszczony wzrok, nie umiem wtedy patrzeć w oczy. Sobie przede wszystkim. Bo czuję się źle z sobą, najchętniej wybiegłabym, ukryłabym się, wypłakała. Wiem, że odblokowanie myśli i choć krótkie zdania zmieniłyby daną sytuację /rozmowę diametralnie, ale wewnętrzny doradca robi za adwokata diabła. Więc milczę, zżera mnie od środa, myśli się kotłują, słucham i wyrokuję. Ostatnio darłam na drobniutkie kawałki kartkę papieru. Gdyby nie to, musiałabym uciec do drugiego pokoju żeby się uspokoić i odciąć. A wolałam zostać, bo a nuż się odblokuję... Myślenie życzeniowe.
Nie lubię tego stanu.






Moja ukochana złość

"Złościć się na właściwą osobę, we właściwym stopniu i właściwym momencie, we właściwym celu i we właściwy sposób". (Arystoteles)

1. Złościć się na właściwą osobę:
Czy nie jest tak, że swoją złość kierujemy najczęściej na tych, których najbardziej kochamy lub tych, którzy w naszym odczuciu są słabsi (fizycznie lub pod względem psychiki/emocji)? Na męża/żonę, dziecko, rodzica, brata/siostrę. A jakże trudno jest wylać z siebie złość w stosunku do osoby, z której nie jestem w dużej zażyłości - koleżanka z pracy, sąsiad, pani w kolejce, mrukowata ekspedientka, itp. Sztuką zatem jest złościć się na tę osobę, która faktycznie zawiniła lub ma wkład w moje obecne samopoczucie.
Z otwartością, asertywnie, szczerze, bez wdawania się w zbędne szczegóły, z empatią. Czyli szykują się kolejne lekcje do odrobienia... :)

2. we właściwym stopniu
Umieć powiedzieć "stop", koniec z narzekaniem i użalaniem się nad sobą. Złość potrafi być męcząca, wypala. Ale nie ma obezwładniać głowy i ciała. Ma być adekwatna do sytuacji. Tylko jak to wyważyć?

3. we właściwym momencie
Mąż wraca z pracy, zmęczony (a kto nie jest?), widać po jego wzroku, że chce chwilę odpocząć (ja też, cały dzień z omc 2-latkiem daje w kość, do tego na widok taty dostaje spazmów, chce na ręce, jakby działa mu się jakaś krzywda..) ale jak tu czekać z informacją, z dzieleniem się stanem ducha (lub jego brakiem), który moment ma być najwłaściwszy, kiedy powiedzieć. Im dłużej będę to w sobie dusić tym z większą siłą wybuchnę. Trudno, mówię teraz, olewam konwenanse, nie korzystam ze wskazówek jak empatycznie przekazać stan swojej głowy. No i klops. Normalka. Jak zawsze gdy myślę "ja, moje, dla mnie, bo czemu by nie?!"). Oczywiście okazuje się, że moment, który wybrałam nie jest najszczęśliwszy.

4. właściwym celu
Chcę pomóc w danej sytuacji, czy tylko ulżyć sobie? A może odegrać się za coś, wywalić jakieś smrodki z przeszłości. No bo może jak z siebie to wywalę, to poczuję się lepiej...?

5. i we właściwy sposób
Porozumiewać się bez przemocy: słownej, fizycznej, obezwładniającej ciszy i milczenia. Gdy mnie boli dana sytuacja, wsłuchać się w nią a potem powiedzieć o tym, pamiętając o szacunku dla siebie i dla słuchającego.

Złość - część mnie. Uczę się ją akceptować.